Zapraszamy do stołu! O współpracy pomiędzy Szarą Eminencją a UKS Return rozmawiamy z Tomaszem Olczakiem, założycielem restauracji.

O tym co połączyło kultową piaseczyńską knajpę z piaseczyńskim klubem tenisa stołowego oraz o tym, że przy stole najważniejsze są emocje i dobre wspomnienia. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Tomaszem Olczakiem, założycielem restauracji „Szara Eminencja”, która od 3 lat wspiera cykl zawodów „Grand Prix Piaseczna” w tenisie stołowym.

 


Cześć Tomek, UKS Return Piaseczno i restauracja Szara Eminencja grają wspólnie przy jednym stole już prawie 3 lata. Możesz nam powiedzieć jak doszło do współpracy?

Rozmowa była krótka. Maciek Chojnicki zapytał, czy wchodzimy w akcję, a my powiedzieliśmy, że tak. Ni mniej ni więcej. Dokładnie tak samo jak reagujemy na wszystkie inne, dobre propozycje i zaproszenia do wspólnego działania. Trzeba robić. Jesteśmy to winni lokalnej społeczności. Drzemie w niej mnóstwo potencjału i dobrej energii. Wystarczy tylko iskra, żeby z pomysłu na amatorski turniej tenisa stołowego zrobić wielki cykliczny event, a z podupadającego budynku z tradycjami kultową knajpę.

Podobnie było kilka lat temu z szesnastoletnim wówczas początkującym komikiem, Tomkiem Kołeckim. Przyszedł do nas pewnego dnia, prawdopodobnie po szkole, i zapytał, czy może zorganizować u nas stand-up. Biegłem gdzieś akurat spóźniony z dokumentami, więc na szybko, na skrawku papieru zostawiłem mu numer do siebie, poprosiłem o kontakt i pobiegłem dalej. Szczerze mówiąc nie widziałem w tamtym momencie większego potencjału w tej sprawie. Mieliśmy już działającą scenę stand-upową prowadzoną przez Stand-up Polska, czyli szychy z branży komediowej, ale uważam, że każdemu należy się atencja – choćby w biegu. Tomek zadzwonił. Akurat spadło jedno wydarzenie z cyklu i wskoczył w termin. Od tamtej pory regularnie za jego sprawą Szarą Eminencję odwiedzają czołowi polscy komicy, a bilety wyprzedają się dosłownie w kilka sekund. Co więcej nasza scena okazała się w pewnym momencie za mała i wspólnie zorganizowaliśmy już kilka dużych wydarzeń stand-upowych pod naszą marką „Please, Stand-up!”

To wszystko zaczęło się w Piasecznie od małego pomysłu osób chętnych do działania i od braku obojętności. Dokładnie tak samo było ze współpracą z UKS Return Piaseczno i na początku działalności z Szarą Eminencją. Nikt nie wróżył nam sukcesu. Większość osób, którym mówiliśmy, że restauracja w Piasecznie może wyprzedzać trendy, konkurować z warszawskimi knajpami, zdobywać nagrody branżowe pukało się w czoło. Może stąd nasza słabość do pasjonatów z iskrą w oku i skłonność do dołączania z nimi do pozornie mało racjonalnych inicjatyw. Wiemy jak to jest.

Szara Eminencja działa w Piasecznie od 8 lat, restauracja ma bardzo dobrą opinię wśród mieszkańców oraz restauratorów. W czym tkwi sekret prowadzonej przez Ciebie restauracji?

Nie ma żadnego sekretu. Chciałoby się powiedzieć, że to kwestia wyczucia, ale to też nieprawda. Nikt nie ma uniwersalnego smaku i gustu. Wydaje mi się, że to kwestia otwartości, świadomości i szacunku. Otwartości na świat – na to co oferuje i co może oferować. Świadomości co uniwersalnie rzecz biorąc jest dobre, a co złe i że to od nas zależy, co wybierzemy i zaproponujemy innym. Wreszcie szacunku, do naszej ekipy oczywiście, ale też do naszych gości, którzy oddają w nasze ręce swój cenny czas, a my musimy zrobić wszystko, żeby spędzili go jak najlepiej. Przecież o to tu chodzi. Knajpa to nie jedzenie – to chwile w niej spędzone. Oceniamy restauracje powierzchownie po smakach i o nie trzeba dbać bezsprzecznie, ale na koniec dnia wracamy do niej nie po steaka, hummus czy burgera, tylko po emocje i po dobre wspomnienia.

Wspierając piaseczyński sport pozwalacie na lepszy rozwój młodych dzieciaków z gminy Piaseczno i zachęcacie ich do spędzania czasu w aktywny sposób. Czy Ty sam amatorsko lub profesjonalnie jesteś lub byłeś związany z jakąś dyscypliną sportu?

Uważam, że nic tak nie kształtuje młodego człowieka jak sport. Jasne zasady, jasne cele, wymierne wyniki pracy. Obijasz się – prawdopodobnie przegrasz. Mama nie pomoże. Ciężko pracujesz – prawdopodobnie wygrasz. Tyle. Oczywiście jest wiele zmiennych, ale ogólne zasady są właśnie takie i to jest piękne. Jeżeli o mnie chodzi, to w drugiej klasie szkoły podstawowej trener Leszek Nowacki organizował pierwsze treningi sekcji tenisa stołowego w Szkole Podstawowej nr 6 w Piasecznie. Wstawałem wówczas o 6 rano, żeby w szkole być o 7 i trenować na korytarzach z kolegami z klasy przed lekcjami. Na każdym korytarzu był wtedy stół. Zapisałem się nawet do klubu, ale na koniec roku szkolnego z rodziną przeprowadziliśmy się na kilka lat zagranicę i tak się urwał mój kontakt z tym pięknym sportem. Po powrocie swoją duszę i serce sprzedałem koszykówce. Z dumą reprezentowałem swego czasu barwy LO nr 4 w Piasecznie, kiedy drużyna wygrała mistrzostwo Warszawy szkół średnich. O zawodowstwie jednak nigdy nie było mowy. Aktualnie staram się jak najczęściej uprawiać sport – z różnym skutkiem z uwagi na obowiązki rodzinne i zawodowe. Przeważnie wybieram jednak dyscypliny z minimalną ilością świadków takie jak tenis czy squash. Uwielbiam ponadto, w myśl zasady „jak nie siłą, to sprytem” grać w szachy.

W lokalnym środowisku chodzą słuchy, że organizatorzy Grand Prix Piaseczna chcieliby zorganizować turniej sponsorów. Jak widzisz szanse na sukces „Szarej Eminencji” w takim zawodach?

Wyzwanie przyjęte. Widzimy się przy stole. Przygotujcie się na wyjątkowy serwis i soczysty return. Oby jak najszybciej!