Rodzinna pasja do sportu rozkwita przy pingpongowym stole – rozmowa z Dariuszem Zarębą prezesem firmy DAZAR i sponsorem UKS Return

Od wielu lat wraz ze swoją firmą Dazar angażujesz się w sponsoring klubów sportowych z Piaseczna i nie tylko? Opowiedz skąd Twoje zainteresowanie sportem oraz w jakie projekty sportowe jesteś zaangażowany?

Zgadza się, od czasu kiedy w czerwcu 2005 roku otworzyłem działalność gospodarczą zacząłem spełniać się nie tylko zawodowo ale też społecznie. Nie chodziło tu o reklamowanie swojej firmy podczas zawodów sportowych, ale tylko i wyłącznie o moją wewnętrzną satysfakcję która od tamtej pory jest ze mną do dziś. Od mniej więcej 10 roku życia tj. od od roku 1986, uczestniczyłem w różnych amatorskich turniejach tenisa stołowego w Piasecznie ( pamiętam że były też turnieje na Chyliczkowskiej w Technikum Ogrodniczym ), potem jak już rodzice pozwalali jeździłem też do Warszawy na ul. Rybnicką 9 gdzie odnosiłem sukcesy jako amator. Oczywiście uczestniczyłem też praktycznie od samego początku w turniejach Grand Prix Piaseczna. We wszystkich turniejach widziałem jakie znaczenie mają nagrody które można było zdobyć. Nie ważna była ich wartość ale sam fakt iż było coś do wygrania, medale, puchary, nagrody typu kaseta Video z Pewexu czy kasety magnetofonowe – zawsze to było coś, czym można było pochwalić się rodzicom w domu. Turnieje z nagrodami były zawsze lepiej obsadzone niż te gdzie nie było nic do wygrania. Stąd też zaczęła się moja przygoda ze sponsoringiem. Chciałem zapewnić dzieciom możliwość wygrania czegoś i zachęcam wszystkich, którzy mogą sobie na sponsoring pozwolić do angażowania się w sport, aby w tych trudnych czasach oderwać dzieciaki od telefonów, tabletów i komputerów.

Od wielu lat wspieram również Grand Prix Konstancina w tenisie stołowym. Sponsoruję również kolarski klub Dazar Olimpic Piaseczno. Miło jest zobaczyć na ulicy kolarzy z napisem DAZAR na koszulkach. Zdarzyło się także, że zadzwonił do mnie klient np. z Gorzowa Wielkopolskiego z pytaniem co mam wspólnego z kolarstwem, gdyż zobaczył kolarzy jadących w koszulkach z logo mojej firmy. Mimo iż nie liczę na żadne korzyści wynikające ze sponsoringu, to jednak marka staje się w jakimś stopniu rozpoznawalna.

Jak wygląda Twoja historia związana z tenisem stołowym? Kiedy rozpocząłeś treningi i na jakim poziomie grasz?

Zaczęło się mniej więcej w wieku 7 lat, kiedy wspólnie z moim kolegą Wojtkiem Osińskim chodziliśmy prosić księdza w Zalesiu Dolnym, aby otworzył nam piwnicę od swojego domu gdzie stał jedyny w okolicy Zalesia Dolnego stół. Graliśmy czasami po 8 godzin dziennie, fizycznie po tylu godzinach byliśmy wyczerpani,ale jeśli Wojtek wygrał ze mną mecz…potem ja musiałem wygrać i tak na zmianę. Napędzała nas ta wewnętrzna rywalizacja.

Potem zacząłem brać udział w turniejach amatorskich na Chyliczkowskiej w Piasecznie, na Rybnickiej w Warszawie czy na Rawarze. Później pojawił się cykl zawodów Grand Prix Piaseczna i inne zawody amatorskie. W roku 2003 wybraliśmy się razem z Wojtkiem Osińskim nawet na turniej do Eindhoven w Holandii. W lidze grałem tylko przez 2 lata, dwa ubiegłe sezony w rozgrywkach IV ligi. Obecnie cały czas regularnie gram, treningi co najmniej 2 razy w tygodniu + 1 lub 2 turnieje tygodniowo. To wystarczy, aby zawsze się trochę poruszać i zadbać o kondycję ( mimo iż nie widać po mnie bo jestem kawał chłopa 🙂 ).

Wiem, że ten sport uprawia także Twój syn. Co takiego jest w tej dyscyplinie sportu, że lubicie uprawiać go wspólnie?

Mój syn Miłosz poszedł chyba we mnie, bo lubi każdy sport. Gra dopiero od roku a już zaczyna mi sety urywać Na początku jeździł ze mną wyłącznie na treningi, teraz jeździ też na turnieje – wspólnie się rozgrzewamy, mamy czas pobycia razem. Kibicujemy sobie i się wspieramy choć bywało też, że na turnieju graliśmy…przeciwko sobie – tu nie powiem kto wygrał, ale było dużo radości mimo przegranej jednego z nas. Zawsze mówiłem że to jest najlepszy sport na świecie bo można uprawiać go przez całe życie, nawet w wieku 90 czy 100 lat.W planie mamy też zakup stołu do domu, miejsce tylko musimy zorganizować

Mocno wspierasz cykl turniejów Grand Prix Piaseczna w tenisie stołowym. Przez ostatnie lata impreza ta znacząco się zmieniła. Jak oceniasz kierunek zmian i czy masz jakiś pomysł na kolejne innowacje, które mogłyby przyciągnąć jeszcze większą rzeszę sympatyków tenisa stołowego do Piaseczna?

Moje wsparcie nie jest aż tak duże, ale cieszę się, że je doceniacie. Rzeczywiście w ostatnich latach impreza się mocno zmieniła. Na początku trochę szkoda było mi poprzedniego cyklu który prowadził Pan Andrzej Owczarek, już wtedy był to chyba najlepszy turniej w województwie mazowieckim, serdeczne podziękowania Panu Andrzejowi za wielki wkład i serce które włożył w Grand Prix Piaseczna. W turnieju prowadzonym przez Pana Andrzeja panowała taka trochę „rodzinna” atmosfera, zawsze nie mogłem doczekać się następnego turnieju. Jednak z perspektywy czasu teraz widzę że problemem było to iż w turnieju przeważnie brali udział Ci sami zawodnicy i nie można było się bardziej rozwinąć. Dzieci biorące udział w turnieju w pewnym czasie można było policzyć na jednym ręku.

Teraz jest inaczej. Jest większa sala (3 sektory ) i mistrzowska organizacja turnieju. Tu nie mam więcej do powiedzenia – jest bardzo dobrze. Jestem tak nauczony, że jeśli coś jest dobrze robione nie ma co szukać innowacji, by tego co już jest nie popsuć. Jedyne co mi osobiście brakuje to to iż w przypadku większej ilości zawodników trzeba grać do 2 wygranych setów. Jeszcze raz gratulacje dla organizatorów, którzy robią świetną robotę.

W marzeniach pozostaje turniej np. na 400 osób gdzie rozdzielilibyśmy młodszych zawodników którzy graliby np. w soboty a starszych co graliby w niedziele, wtedy każdy miałby wystarczająco dużo gry na każdym turnieju. Nie wiem na ile te marzenia są realne ponieważ wiem, że z hali korzystają również inne dyscypliny, a nie tylko tenisiści stołowi.

Pamiętasz czasy, gdy drużyna KS Piaseczno sięgała po Drużynowe Mistrzostwo Polski? Bywałeś na ekstraklasowych meczach?

Za czasów kiedy drużyna z Piaseczna osiągała sukcesy nawet przychodziłem na treningi do KS Piaseczno. Tyle tylko, że stół na którym grałem z Wojtkiem Osińskim stał z boku i to tylko tyle co nas łączyło z tą drużyną – mogliśmy pooglądać jak grają najlepsi Pamiętam kilka nazwisk, z niektórymi mam nawet styczność do dziś Nie pamiętam jednak szczególnych momentów które by mi utkwiły. Trochę lat minęło od tamtych czasów